mblog.pl
Żyj jak chcesz i daj żyć innym...
Pierwsza wyprawa po Europie
2010-11-23 | 19:18:10
autor: 6vad6er6 | skomentuj (3)

Tourne po Europie rozpoczęte :)
Mój pierwszy wyjazd (jeszcze się nie skończył bo pisząc tą notkę siedzę w Walii...) wygląda następująco:
PL-Kraków -> Dania -> Szwecja -> Niemcy -> Włochy (Sycylia) -> Anglia -> Walia -> Holandia -> Niemcy -> ... (chyba PL :P )
Nie będę opisywał wszystkiego dokładnie i z każdym detalem, bo nie wszystko jest warte opisywania.
Tak więc wyprawę rozpocząłem w poniedziałek 8.11 pare minut po 9 rano byłem już w Krakowie na załadunku. Musiałem jeszcze wrócić na baze do Tych i pojechać na przegląd auta a później już w trase. Następnego dnia byłem w Danii no i od razu zaczęły się małe problemy bo nawigacja poprowadziła mnie nie tam gdzie miałem dojechać, troche motania ale wszystko wyszło dobrze. Rozładowałem w miejscowości Herlev pod Kopenhagą. Następnie od razu pojechałem do Szwecji. Fajnie jedzie się mostem z Danii do Malmo (SE) naprawdę robi niezłe wrażenie. Miejscem, do którego jechałem było Horby. Udało mi się to rozładować jeszcze tego samego dnia, ale już następna miejscowość - Karlskona musiała poczekać do środy. Dostawa była do centrum handlowego więc rano miałem jeszcze chwilę czasu, żeby troszeczkę pozwiedzać miasto.
Kolejnym punktem na mojej trasie było Vimmerby. I muszę przyznać że kolejna mała miejscowość, która bardzo mi się spodobała. Vimmerby leży troszkę w głąb lądu, więc nie zdziwił mnie fakt, że leży tu już śnieg, w końcu w Szwecji mają już zime :) Ostatnim punktem do rozładowania w Szwecji była miejscowość Suderhamn. Jak na razie jest to najbardziej wysunięta miejscowość na północ w jakiej byłem. Leży ok 250 km na północ od Sztokholmu. Jadąc tam przejeżdżałem przez Sztokholm. Autostrada prowadzi prawie przez centrum miasta więc było co podziwiać za oknem :) Po rozładunku wróciłem do Sztokholmu po kolejny ładunek tym razem do Niemiec do Augsburga. Z racji tego że był czwartek a dostawe mialem na poniedziałek rano więc nie musiałem się śpieszyć i spokojnie sobie jechalem. W Augsburgu byłem już w niedziele koło południa więc postanowiłem troche pozwiedzać, ale po przejściu jakiś 5km stwierdzilem, że dalej mi się nie chce iść a do centrum był jeszcze ładny kawałek.
Rozładowałem z samego rana i czekałem co dalej szef dla mnie znajdzie. Dostałem adres do załadunku w małej miejscowości z drugiej strony Monachium niż byłem. Ładunek na Sycylie. Póki co z tym ładunkiem miałem najwięcej problemów. Pierwsza rzecz już na samym załadunku okazało się że towaru jest więcej i sie troche nie mieści :P ale troche się pomęczyłem i się zmieściło :) no i ruszyłem w trase. Przez Alpy jechałem w nocy więc niestety wiele nie widziałem, ale nadrobiłem w drodze powrotnej :P I muszę powiedzieć, że ten kto mówi że wszędzie indziej są lepsze drogi niż w Polsce to zapraszam na południe Włoch. Jechałem "autostradą" do Reggio di Calabria. Trudno to nazwać autostradą bo co chwila były remonty, zwężenia, jakieś obiazdy i droga strasznie dziurawa. Do Neapolu było w sumie ok ale dalej na południe to już masakra. W środę rano byłem już na Sycylii. Tutaj normalnie rosną palmy i kaktusy !! Fajnie było obudzić się rano na dworze ok 20 stopni piękne słoneczko, niedaleko morze, plaża i palmy :) Nie sądziłem, że Sycylia jest tak pięknym miejscem jeśli chodzi o krajobrazy. Przepiękne góry, doliny, ludzie w ogródkach chodują pomarańcze... :) Rewelacja :) Ale drogi mają do d... Wg zlecenia pojechałem do miejscowości Agira gdzieś w centrum Sycylii. Po chwili szukania kogoś kto mówi po angielsku okazało się że to nie jest w tej miejscowości tylko jakieś 20km dalej... no to wsiadłem i pojechałem. Dojechałem na wielki plac budowy jakiegoś centrum handlowego. Kazali mi czekać to czekałem. W końcu jak już ktoś się mną zajął szef wysłał mi nowy adres rozładunku... do Palermo. No to pojechałem. I w tym miejscu pragnę przestrzec wszystkich, którzy kiedykolwiek chcieliby pojechać do Palermo autem - NIE JEDŹCIE TAM AUTEM !!! To co się tam dzieje na drodze to jakaś masakra. A jeszcze nie daj Boże do ronda dojedziesz, istna wolna amerykanka, tam pierszeństwo ma ten kto bardziej się wciśnie. Na szczęście miałem troche większe auto niż pozostali więc mi ustępowali. Dojechalem do jakiejś uliczki, gdzie poprowadziła mnie nawigacja.  Adres się zgadzał ale terminala żadnego nie było. To tak jakby przyjechać do centrum Warszawy i szukać terminali przeładunkowych dla tirów... Próbowałem się z kimś dogadać ale nikt nie mówił po angielsku. I tu spotkała mnie miła niespodzianka bo Włosi sie mną zainteresowali, zaraz poszli po dziewczyne która mówiła po angielsku jakoś się z nią dogadałem jeden Włoch wsiadł w auto i mnie poprowadził na to miejsce gdzie miałem dojechać. Gdyby nie to, w życiu bym tam nie trafił. Jakieś wąskie uliczki, nie oświetlone (była już noc jak dojechałem do Palermo), no masakra jednym słowem. Na szczęście rozładunek poszedł sprawnie i byłem wolny. Szef kazał mi wracać na ląd bo z wyspy ciężko znaleźć jakiś ładunek więc pojechałem.
Na Sycylii spotkały mnie jeszcze dwie niezby miłe sytuacje ale nie będę się o nich rozpisywał :)
Czwartek spędziłem na drodze do Neapolu, jednak szef nie znalazł dla mnie żadnego ładunku z południa więc trzeba było czekać dalej. Zatrzymałem się pod Salerno, bo pod Neapolem ponoć niebezpiecznie... Rano dostałem wiadomość z adresem załadunku. Miejscowość Atessa po zachpodniej stronie Włoch nie daleko od Bari. Dostawę miałem na poniedziałek do Anglii pod Manchester. O wiele lepiej jechało się autostradą wzdłuż Morza Adriatyckiego niż tego z drugiej strony Włoch :P Jednak jak jechałem w stronę Neapolu, przejeżdżałem przez taką małą miejscowość Pizzo. Oj tam to chciałbym na wakacje pojechać. Piękna plaża, góry, widoki nieziemskie :)
Noc spędziłem pod Veroną, bo chciałem za dnia przejechać przez Alpy :) i warto byló :) Wielkie te góry pokryte śniegiem na szczytach, wspaniałe krajobrazy. Szkoda tylko że zdjęcia nie oddają w pełni tego piękna jakie jest w rzeczywistości.
W niedziele byłem już w Anglii. Trochę się obawiałem jak to będzie jeździć po lewej stronie... Jak się jednak okazało wcale nie jest tak źle :) Troche dziwnie na poczatku ale jak sie wjedzie na autostradę to trzeba tylko pilnować swojego zjazdu i wszystko jest ok. W poniedziałek rano rozładowałem w miejscowości Cheadle. No i czekałem na kolejny adres. Dpiero po południu szef znalazł dla mnie ładunek z Walii do Niemiec, ale dopiero na dzień następny.
Tak więc siedzę tu dzisiaj od samego rana i czekam na towar bo jeszcze nie jest gotowy. Jest godzina 19 i chyba jeszcze ze 2 godziny posiedze. W między czasie szef dorzucił mi jeszcze ładunek z tej samej firmy do Holandii. Ale cóż póki co czekam. Na szczęście się mną zajęli, zaprowadzili do restauracji, dali dostęp do neta więc nie jest tak źle :)
Tak więc czeka mnie dzisiaj całą noc jazda do Holandii, w czwartek będę w Niemczech znowu pod Monachium a co dalej? Chyba już do PL bo w trasie jestem od 3 tyg. :)
Jak to zwykle bywa pierwsza taka wyprawa robiona jest na czuja. Teraz już wiem, co ze sobą zabrać, co dokupić a czego unikać. Do następnej wyprawy już przygotuję się na pewno dużo lepiej :)
Jak będę w PL to znowu coś napiszę, a tym czasem...
...bez odbioru...

 

Pierwszy krok do szczęścia...
2010-11-01 | 23:02:29
autor: 6vad6er6 | skomentuj (2)

No i zaczęło się... Całkowicie zmieniam swoje życie, żeby w końcu robić to co kocham.
To nie była wbrew pozorom łatwa decyzja. Teraz to wiem. Zostawić wszystko za sobą: pracę, przyjaciół, znajomych, miasto, w którym zakochałem się od początku mojego pobytu... A jednak zrobiłem to.
Znalazłem się teraz w obcym mieście, gdzie nie znam nikogo. Nie jest to miłe uczucie a samotność jest jeszcze bardziej odczuwalna niż kiedykolwiek wcześniej.
Pocieszam się tylko myślą, że już tylko kilka dni dzieli mnie od ruszenia w podróż po świecie.
I jednak prawdą się stało, to co pisałem już od kilku lat na blogu, że jednak będę sam i na to się zanosi. Nie straszne mi to jednak, bo nauczyłem się już żyć z tą świadomością, chociaż wierzyłem po cichu, że jeszcze kogoś spotkam, kogoś kto zakocha się we mnie takim jakim jestem i jeszcze będę szczęśliwy...
Ale szczęśliwy mogę być też sam... Może nie do końca tak chciałem przeżyć swoje życie, ale przynajmniej będę robić to co chcę i to właśnie dodaje mi skrzydeł.
Za 2 może 3 lata zamierzam wrócić do Wrocławia i zamieszkać tam już na stałe, na swoim. Wiem, że ta praca może umożliwić mi spełnienie również i tego marzenia.

Jakiś miesiąc temu byłem w domu, jechałem jak zawsze przez Lublin. Spotkałem się z Aśką. I muszę przyznać, że to było jedno z najlepszych spotkań jakie kiedykolwiek mieliśmy. Poczułem wtedy, że wszystkie uczucia, które kiedyś do niej czułem, mogą wrócić, ale nie chcę tego. Wtedy nam nie wyszło i teraz też by się nie udało. Często łapię się też na tym, że myślę o Ewie albo o Fifce... I wtedy do mnie dociera co miałem i co straciłem...
Jedynym wyjściem jest iść dalej do przodu, nie oglądać się za siebie, ale tez nie palić mostów. Z każdą z nich mam dalej kontakt, znikomy, ale jednak jakiś jest.
Od jakiegoś czasu jeszcze jedna dziewczyna nie daje mi spokoju w moich myślach. Nie pamiętam już czy o tym pisałem, ale chyba tak. Jak ostatnio rozmawialiśmy to zaproponowałem jej nawet, żeby przeprowadziła się razem ze mną do Tych i żebyśmy zaczęli wszystko od nowa. Wiem, że ma trudną sytuacje w pracy i w domu gdzie teraz mieszka i chciałaby taką zmianę, ale skończyło się tylko na gadaniu. Zresztą nie dziwie się jej. Przecież to wielka zmiana, szczególnie, że mnie by prawie nie było a ona zostałaby w nowym mieście bez pracy, bez znajomych... Kiepska sprawa. Powiedziała mi tylko, że jej na mnie zależy... Tylko że to było już pare tygodni temu i od tego czasu się nie odzywa. Nie wiem co się stało i dlaczego tak milczy. Może kiedyś jeszcze się odezwie...

Jestem w Tychach trzeci dzień i już tęsknię za Wrocławiem, za ludźmi... Chociaż z drugiej strony zawsze byłem samotnikiem, i wiem, że i teraz sobię z tym poradzę, potrzeba tylko trochę czasu i wszystko się ułoży, bo przecież wyjechałem, żeby realizować swoje marzenia i być szczęśliwym, więc będę :)

...bez odbioru...