mblog.pl
Żyj jak chcesz i daj żyć innym...
Maratończyk =)
2009-06-11 | 22:46:39
autor: 6vad6er6 | skomentuj (0)
No i znowu zabrakło czasu żeby pisać na bieżąco... Postaram się w miare możliwości napisać o wszystkim co przez ten czas się działo.
Tak więc jestem już z Ewą ponad miesiąc. I naprawde dobrze nam jest ze sobą, chociaż jak to bywa w związkach są czasem takie sytuacje, drażliwe tematy, które psują nieco atmosferę ale póki co jest ok. Cieszymy się oboje tym co jest i na razie chyba nie warto wybiegać za daleko w przyszłość i planować nie wiadomo czego....
W pracy jest coraz gorzej. W maju zostałem "murzynem miesiąca" na sali. Zrobiłem najwięcej godzin ze wszystkich kelnerów (o 50 za dużo niż tego wymaga mój etat) i jeszcze cały czas do mnie wydzwaniają czy przyjdę np w sobote i poratuje... Masakra. Moja cierpliwość powoli się już kończy. Była jedna taka zmiana, którą oczywiście wziąłem dodatkowo i to był najgorszy błąd jaki zrobiłem. Dostałem wtedy takiego nerwa, że miałem ochotę rzucić swoją plakietką o ścianę i zwolnić się w trybie natychmiastowym, w środku zmiany poprostu wyjść. 
Atmosfera jest tak fatalna że naprawde muszę się zmuszać żeby przychodzić do tej pracy... I jeszcze te głupie kelnerki co myślą tylko o napiwkach i jedna drugiej wydłubałaby oczy za 5zł... Masakra! Rozglądam się powoli za czymś innym bo już chyba długo nie wytrzymam...
22 maja wyjechałem na pieszy rajd Setka z Hakiem. Celem tej imprezy było przejście 100km z hakiem (trasa w tym roku miała 106km) w limicie czasu 24h. Wystartowałem pełen nadziei na sukces. Niestety po raz pierwszy i jak na razie ostatni musiałem zrezygnować po przejściu 80km co zajęło mi 18,5h (oczywiście z odpoczynkami). Kondycyjnie czułem się świetnie tylko te pęcherze... Poprostu nie dało się już iść! Z trudem udało mi się dostać do domu i cały nastepny dzień spędziłem w łóżku ale było warto bo to naprawde fajna impreza była. Można by powiedzieć że to była jedna z najlepszych moich życiowych przygód :) Wyruszyliśmy o 18 w piątek i przez całą noc chodziliśmy od punktu do punktu po wyznaczonej trasie. Większość tej trasy przebiegało lasami więc można sobie to wyobrazić... sami w lesie, w nocy z latarką i mapą na nieznanym terenie :) Rewelacja i za rok też się wybieram :D
Na początku maja zrobiłem sobie jeszcze taki mały start kontrolny w zawodach w Żórawinie koło Wrocławia. Dystans 5km przebiegłem w 17,35min - jak dla mnie super! W ogólnej klasyfikacji byłem 11 a w kategorii wiekowej 5. Pod koniec maja pojechałem jeszcze na bieg do Kłodzka również na zbliżony dystans (ok 4,5km), ale tu było już troche gorzej... Trasa była zbyt górzysta jak dla mnie i poszło mi znacznie gorzej niż w Żórawinie. 
Najważniejszy jednak start miałem 7 czerwca. Trasa z Bydgoszczy do Torunia, dystans - 42km 195m -> Maraton Metropolii z atestowaną trasą :) Bieg ukończyłem co jest moim wielkim sukcesem zważywszy na to, że jeszcze 3 miesięce temu paliłem fajki.... Wynik moze nie powala na kolana ale dla mnie jest to poprostu wyzwanie do kolejnych startów i bicia tego wyniku. Czas jaki uzyskalem to 4:47,47 :) Sklasyfikowano mnie na 440 miejscu ale jak już wspomniałem wynik i miejsce się dla mnie nie liczyły. Liczył się start i dotarcie do mety a to się udało :) Czyli od 7 czerwca jestem juz oficjalnie pełnoprawnym maratończykiem :D
Co do kolejnych startów to zamierzam dobrze przygotować się do maratonu we Wrocławiu który będzie 13 września. Przygotowania rozpocznę dopiero od lipca a póki co odpoczywam ;)
W szkole też jak na razie jest ok. Zostało mi już tylko 2 zjazdy do zakończenia roku. Większość przedmiotów mam już pozaliczanych jeszcze tylko 3 przedmioty zostały a do oddania 2 prace i chyba 2 egzaminy do zaliczenia. Jak dobrze pójdzie to już niedługo wakacje :)
Wracając jeszcze do mojej Pięknej :) Ewa jest naprawde wyjątkową dziewczyną... może lepsze słowo to specyficzną.... trzeba ją najpierw dobrze poznac bo wcześniej może wydawać się dziwna :P ale jest naprawdę cudowna i bardzo dobrze mi z nią :) Chyba w końcu szczęście się do mnie zacząło uśmiechać :) 
...bez odbioru...