mblog.pl
Żyj jak chcesz i daj żyć innym...
Praca... praca... praca...
2008-10-06 | 00:27:59
autor: 6vad6er6 | skomentuj (1)
Dzisiaj czas na pracę... Odkąd zaprzastałem pisania notek na blogu to niewiele się zmieniło. Praktycznie przez caly ten czas pracowałem w PH Berg. Na początku lutego dostałem informację od kierowniczki restauracji że szykuje mi się awans na instruktora. Dali mi miesiąc na przeszkolenie na cieście i zdobędę plakietkę instruktora.
Tak też się stało. Tylko że nie tak szybko jak to miało byc. Instruktorem na kuchni zostałem pod koniec kwietnia. Ale może to i lepiej bo mialem więcej czasu żeby lepiej się wyszkolic na każdym stanowisku. W marcu z Berga odszedł Wojtek - jeden z najfajniejszych kierowników zmiany jacy byli w restauracji. No i można rzec że od tego się zaczęło. Wojtek przeszedł do innej restauracji i zabrał ze sobą jeszcze jednego pracownika. Kilka osób odeszło inni przeszli do innych restauracji. No i zaczął się kryzys z pracownikami.
Przyszedł maj... już wtedy nie studiowałem więc pracowałem na pelnej dyspozycyjności. Większości zaczęła się właśnie sesja i był wielki problem żeby obstawic zmiany. No to trzeba bylo brac C (cały dzien) na cieście. I tak 4 maja w niedziele dostałem takie C. Byłem na zmianie od 8.30 rano a w zasadzie to bylem juz od 8, a wyszedłem z pracy o 1.30 w nocy. Wyrobiłem wtedy 17h w jeden dzien! Nie wiedziałem jak się nazywam i mialem dośc. Gdybym wiedział że to dopiero początek...
Jak to zwykle bywa po maju nastąpił czerwiec. No i jak to mi kierowniczka powiedziała: "W czerwcu byłeś moją porażką finansową". Chodzi o to że mam najwyższą stawkę z pracowników a zrobiłem wtedy przez cały miesiąc 190h (cały etat to jest 160h ja miałem umowę na 3/4 etatu więc powinienem robic jakies 120h w miesiącu). Jakby tak średnią wyciągnąc to mialem po jakies 6 zmian w tygodniu. Ale to jeszcze nic bo raz dostałem 4 C pod rząd. Zaczynałem od niedzieli... 8.30-23... poniedziałek - 8.30-21... wtorek 8.30-19... środa 8.30-20.30... mniej więcej tak to wyglądało. wiem że przez te 4 dni wyrobiłem ok 50h gdzie niektórzy tyle pracują przez cały miesiąc!
Pod koniec czerwca juz nie wytrzymałem i chciałem się zwolnic, bo to było juz dla mnie za dużo. Jakoś udało im się mnie zatrzymac i zamiast wypowiedzenia dostałem 10 dni wolnego. Ostatniego dnia urlopu i tak poszedłem do pracy bo do mnie zadzwonili i powiedzieli że bardzo potrzebują kogos na zmiane. No to poszedłem.
Całe wakacje byłem we Wrocławiu i pracowałem... Aż pod koniec sierpnia miarka sie przebrała. Atmosfera w pracy była tak ciężka że nie chce nawet opisywac co dokładnie się działo, ale nie było przyjemnie. Więc postanowilem że odchodzę. Złożyłem wypowiedzenie. Jeszcze na ostanich moich zmianach miałem rozmowę praktycznie z każym z menadżerów na temat tej całej atmosfery. Na szczęście wszystko się jakoś wyjasniło ale nie udało im się mnie ponownie zatrzymac w restauracji.
Swoją przygodę z PH Berg zakończyłem ostatnią zmianą 14 września 2008r. I co mogłem dostac na pożegnanie? (...) C na cieście :)
Praktycznie od początku września zacząłem się juz rozglądac za nową pracą bo musze cos robic zeby na siebie zarabiac. Poskładalem wiele CV do różnych miejsc. Byłem na jednej rozmowie kwalifikacyjnej do sklepu z akcesoriami i sprzętem do paintballa :) Z chęcią bym tam pracował, ale nie bardzo odpowiadały mi warunki zatrudnienia więc zrezygnowałem.
Stwierdziłem że wracam do PH ale nie do Berga tylko na Bielany. Zlożylem CV wypełniłem aplikacje, kilka osób złożyło referencje na mój temat i tak oto jutro... a właściwie to dzisiaj :) mam rozmowę o pracę. Tym razem chcę pracowac jako kelner a nie jako kucharz. Trochę mi sie juz to przejadło i potrzebuję nieco zmian. Jestem ciekawy jak to wszystko się ułoży i mam nadzieję że mnie tam przyjmą :)
To chyba tyle... Postaram się juz nie robic zaległości i pisac wszystko w miare na bieżąco :)
...bez odbioru...
Reaktywacja!
2008-10-05 | 01:11:41
autor: 6vad6er6 | skomentuj (0)
Czas na reaktywacje bloga :) Dużo się tego wszystkiego nazbierało i dlatego będe musiał wszystkie zaległości rozłożyc na kilka notek.
Tę notkę poświęce od razu na opowieści o mojej edukacji.
Tak więc moje studia na AWF-ie zostały zakończone na początku maja. Zostałem udupiony z najgorszego przedmiotu na całych studiach czyli z Metodyki Wychowania Fizycznego. No cóż mogę poradzic skoro wredna baba udupiła wszystkich facetów w mojej grupie a było nas raptem trzech.
Tak więc metodyke miałem w plecy. Oczywiście mógłbym dalej zostac na wychowaniu ale musiałbym płacic za warunek a nie mialem najmniejszego zamiaru tego robic. AWF to byly studia dla mnie dla przyjemnosci. Fajnie sie tam bawilem no ale jeśli mam sie uzerzac z glupia babą to wole dac sobie spokój i zacząc cos nowego, cos co bede chciał później robic w życiu...
Dokładnie z tą metodyką to było tak, że pewnego pięknego poniedziałku o 8 rano (po 2-3 godzinach spania jak to zwykle bywało po pracy) dowiedziałem się, że w środę mam całościówkę i muszę ją naprawde dobrze napisac, żeby zaliczyc przedmiot. Do tego do czwartku mialem oddac całą "teczkę" czyli kilka konspektów i jeszcze jakieś inne pierdoły (napisanie jednego konspektu zajmuje ok 3-4h jeśli ma się wszystko w miare dobrze opracowane).
No i cóż... pierwszy raz w życiu poddałem się bez walki. Odpuściłem sobie bo wiedziałem że i tak nie dam rady. Kumpel spróbował, walczył do ostatniego dnia, a i tak głupia baba go udupiła.
I w ten oto sposób rozstałem się z AWF-em. Może ktoś by mógł pomyslec że straciłem dwa lata. Ale ja wcale tego tak nie traktuje. Nauczyłem się bardzo dużo nie tylko jeśli chodzi o wiedzę ale i o umiejętności. Bo gdzie indziej miałbym możliwośc nauczenia się pływac na windsurfingu, nauczyc sie podstaw żeglarstwa, pograc w baseball, wystartowac w triatlonie i jeszcze mnóstwo innych rzeczy. To były piękne dwa lata gdzie fajnie spędziłem czas i poznałem wspanialych ludzi, z ktorymi mam nadzieję dalej będe utrzymywac kontakt.
Oczywiście jak mogłem się spodziewac moi rodzice nie chcieli tego tak zostawic. Tzn to że zrezygnowałem z AWF-u wcale im nie przeszkadzało tylko powiedzieli że muszę zacząc teraz cos innego. W sumie to na początku nie bardzo się do tego paliłem. Miałem najdłuższe wakacje życia :) Co prawda i tak niewiele z nich skorzystalem bo caly ten czas pracowałem no ale od nauki sobie odpocząłem i to na tyle, że minęła mi do niej niechęc :) Doszedłem do wniosku że jednak rodzice maja racje i trzeba cos skonczyc. I właśnie wtedy dało o sobie znac moje marzenie z dzieciństwa :)
Może to zabrzmi śmiesznie ale od dziecka marzyłem o tym żeby zostac kierowacą wielkiej ciężarówki :) Więc czemu nie zacząc tego realizowac? :) Znalazłem szkołę w której jest kierunek Transport i Spedycja. I to mi odpowiadało :) Niestety było za mało chętnych na ten kierunek i zostalem przepisany na Logistyke. W sumie jak dla mnie to bez więszkej róznicy. Waże abym miał jakieś podstawy teoretyczne w tym kierunku.
I tak oto obecnie jestem słuchaczem studium logistycznego w Regionalnym Ośrodku Edukacyjnym. Studium jest dwuletnie i tyle dałem sobie czasu na zrobienie prawa jazdy kat. C a później C+E żeby móc pracowac i robic to o czym zawsze marzyłem :) Fajnie że są to studia zaoczne to moge sobie jeszcze pracowac i troche zarobic. Mam nadzieje ze przez ten czas uda mi sie odłożyc przynajmniej częśc pieniędzy potrzebną na prawo jazdy a nie jest to malo niestety.
Miałem już pierwszy zjazd i pierwsze zajęcia. Jak na razie bardzo mi się tam spodobało. Większośc ludzi którzy są teraz ze mną w grupie poszla na te studia tylko dlatego zeby uciec przed wojskiem, ale ja chce się czegos nowego nauczyc i mam nadzieję że pomoże mi to później w znalezieniu dobrej pracy.
Zawsze to jakieś nowe doswiadczenia jakas nowa wiedza. Fajne jest też to, że jest tam też trochę matematyki. Dawno nie miałem z tym nic wspólnego a zawsze lubiłem sobie trochę posiedziec w cyferkach :)
Myślę że będzie dobrze i wszystko pójdzie zgodnie z moimi planami.

To chyba tyle odnosnie mojej edukacji. Kolejną notkę poświęce na pracę i inne ważne rzeczy w moim życiu a później napiszę o miłości :)
...bez odbioru...