mblog.pl
Żyj jak chcesz i daj żyć innym...
little alien
2006-12-25 | 23:12:01
autor: 6vad6er6 | skomentuj (2)
"I'm an alien, I'm little alien..." Otatnio uświadomiłem sobie jak naprawdę wygląda moje życie. Już wcześniej miałem takie wrażenie że powinienem żyć w innych czasach, w innej epoce gdzie ludzie może by bardziej mnie zrozumieli. W tych czasach jestes z góry skazany na klęskę i niepowodzenie nikt nie jest w stanie do końca mnie zrozumieć, nikt nie potrafi mi pomóc. Samotność to jedyne lekarstwo na moją inność, odmienność. Ostatnio jak pisałem eski z Asią ona też powiedziała mi to że trafiłem nie w te czasy co powinienem. Napisała mi też, że jestem za dobry, ale co mi po tym skoro i właśnie przez to spotyka mnie jedynie ból i cierpienie. Teraz już wiem że choćbym niewiadomo jak się starał to i tak nigdy nie będe mógł żyć tak jakbym sobie wymarzył. Szczęście jest dla mnie nie osiągalne. Ta teoria tłumaczy wszystkie moje porażki jakie do tej pory spotkały mnie w życiu. I cóż przede mną niezbyt miła i optymistyczna perspektywa na dalsze lata ale co poradzić? muszę z tym żyć i muszę sie z tym pogodzić innego wyjścia nie widze.
"Be yourself no matter what they say" zawsze starałem się tak żyć. Próbowałem, naprawdę próbowałem... nie wiele mi to dało ale nie mam innego wyjścia i muszę próbować dalej. Nie trafiłem w swoje czasy więc musze nauczyć się życ w tych czasach...
studia, trening, praca...
2006-12-24 | 13:05:02
autor: 6vad6er6 | skomentuj (3)
Od ostatniej mojej notki wiele się wydarzyło. Zacznę wszystko od początku... Od 5 grudnia zacząłem pracę jako św Mikołaj. Na początku troche się tego obawiałem bo wiadomo jak to jest jak pierwszy raz w życiu cos się robi. Troche strasznie sie wydawało ale całe szczęscie wszysyko poszło bardzo pomyślnie. Najprzyjemniejszą chwilą było oczywiscie rozdawanie prezentów dzieciom. Jedna dziewczynka bardzo mnie zaskoczyła bo otrzytmałem od niej wielkie serce z piernika :) a wcześniej gdy ja dawałem jej prezent usłyszałem takie słowa: "Mikołaju bardzo cie kocham bo jesteś tak fajny jak ja!" To było poprostu genialne :). 5 grudnia mialem w Berku 2 imprezy na których byłem mikołajem i przez te dwie imprezy były również bardzo mile dziewczyny które były śnieżynkami i pomagały mi z dziećmi. Po skończonej pracy czułem niesamowitą satysfakcję z tego co robiłem :) to naprawdę było bardzo przyjemne uczucie. Wszelkie obawy dawno juz się rozwiały i z bardzo optymistycznym nastawieniem ruszyłem do pracy następnego dnia również na dwie imprezy. Na pierwszej było trochę ciężko ponieważ dzieci były bardzo małe i jeszcze za wiele nie potrafiły mówić i nie we wszystko można było się z nimi bawić. Ale jakoś daliśmy sobie z tym radę. Druga impreza była już świetna. Dzieci w wieku 3-4 są poprostu genialne świetnie się bawią i są super. W między czasie zawitałem jeszcze jako mikołaj na zajęcia które odbywaly się w innej sali. Oczywiście dzieci bardzo się ucieszyły na mój widok i mi również było bardzo miło :) Tak jak poprzedniego dnia towarzyszyły mi te same śnieżynki :) Z 7 grudnia odwołali mi niestety impreze bo żadne dziecko sie na nią nie zapisało. Troche szkoda bo juz się bardzo wczułem w rolę mikołaja i nawet nieźle mi to wychodziło. Ale mimo to pojechalem do Berka żeby zabrać swoje rzeczy no i pogadać chociaż chwile z dziewczynami :) Następną impreze miałem 9 grudnia nie były to już typowe mikołajki ale urodziny jednego dziecka organizowane w Berku. Troche nie wiedziałem jak to rozegrać bo dzieci w ogóle nic nie mówiły i było troche ciężko ale jakos wszystko się udalo :) I zeby tak dokończyć juz wątek z praca to opisze jeszcze największą impreze na której byłem a mialo to miejsce 17 grudnia w hali ludowej. Zorganizowane było to wszystko z okazji 60-lecia firmu Fagor-Mastercook. Jako pracownik Berka miałem zadanie zająć się dziećmi pracowników tejże formy. Oczywiście nie sam bo było nas bardzo dużo. Na hali musiałem być juz o 8 rano. Dostałem specjalny identyfikator i rozpoczęło się ochodzenie całej hali żeby zapoznać się z miejscem pracy. Później jeszcze pomagałem w ostatnich technicznych przygotowaniach. Na koniec zrobiliśmy ostateczną próbę przed rozpoczęciem imprezy i trzeba bylo wyjść się przebierać w stroje i poddać się malowaniu twarzy. Tego dnia byłem klaunem :) i muszę przyznać że swietnie się bawiłem. Dobralem się z taką świetną dziewczyną która miała taki sam strój jak ja i razem mieliśmy niezły ubaw. Przygotowani byliśmy że będzie bardzo dużo dzieci ok 900 a było może 200 a może i mniej. Także wszystko odbyło się bardzo sprawnie i w bardzo miłej atmosferze. Nie mniej jednak po paru godzinach dreptania w wielgachnych butach bolały mnie już nogi. Na koniec musiałem jeszcze rozdawać dzieciom prezenty, bo taka również mialem rolę, zresztą tak jak i pozostali animatorzy. Kiedy juz wszystko się skończyło każdy odetchną z wielką ulgą i myśle że chyba wszyscy byli zadowoleni z tego co dzisiaj robili. No i przyznać musze że byłem już totalnie wyczerpany. Wyszedłem z hali ludowej po 18. 10 godzin pracy i przy tym prawie żadnego odpoczynku. Jednak czułem wielką satysfakcję z tego co robiłem. Kiedy wychodziliśmy z hali szefowa Agnieszka zaprosiła jeszcze wszystkich na poniedziałkowy wieczór do Berka na coś w stylu wigilii. Oczywiście poszedłem bo czemu by nie? No i bardzo dobrze zrobiłem bo była tam bardzo miła atmosfera. Fajnie było spotkać się na drugi dzień ze wszystkimi z którymi wczoraj pracowało się tyle godzin. Naprawde było bardzo przyjemnie i ciepło. Podzieliliśmy się opłatkiem, pośpiewaliśmy kolędy, posiedzieliśmy przy stole, porozmawialiśmy, było super. Nie zabrakło równiez prezentów. Szefowa przygotowała coś dla każdego. Ja dostałem bardzo fajną książkę z wierszykami do pamiętników. Każdy też dostał duży kalendarz na ścianę na nadchodzący 2007 rok.
To chyba wszystko odnośnie pracy. Moze teraz napiszę coś o treningach. Nie mogem czasami być na wszystkich treningach bo akurat w tych godzinach miałem imprezy w Berku. Jednak trener wszystko rozumie i wie że niektórzy chcą sobie troche dorabiać i nie stwarzał w związku z tym żadych problemów :) Po przedłużeniu do 800m biega mi się już coraz lepiej. Startowałem juz na dwóch biegach we Wrocłaiu. Pierwszy nie poszedł mi za dobrze bo byłem dopiero 56 ale był to bieg na 5700m więc ja sie poprostu cieszę że w ogóle dobiegłem. W drugim biegu było juz lepiej. Byłem 19 z czego bardzo sie cieszę. Byl to krótszy dystans ale jak na moje wcześniejsze bieganie uliczne to i tak długo bo 3300m. 15 grudnia w piątek miałem robiony test wydolnościowy. W tym dniu badali wszystkich średniodystansowców. Na początek pobrali mi krew. Później miałem mierzone ciśnienie i jeszcze raz pobraną krew tylko tym razem z palca żeby spawdzić poziom zakwaszenia przed wysiłkiem. Następnie miałem robione jeszcze inne badania na równowagę i próbę siły. Z tą siłą to nie chodziło o to żeby zmierzyć maksymalną siłę tylko żeby wyczuć i użyć odpowiednią jej ilość. Wszystko było pokazywane na monitorze komputerowym. Trzeba było osiągnąć odpowiednią wartość którą wskazywała jedna z linii na monitorze. Trochę to skąplikowanie brzmi ale w gruncie rzeczy nie było to aż taki trudne. Taki pomiar sily miałem robiony na obie ręce i na obie stopy. Później założyli mi coś w rodzaju uprzęży na plecy ze specjalną aparaturą do pomiarów. Wcześniej jeszcze nałożyli mi sport tester. Na sam koniec nałożyli mi maskę na twarz i mogłem już udać się na specjalną bieżnię do biegania. Test rozpoczynał sie od szybkiego marszu - 6km/h i co każde 3 minuty przyśpieszało się o kolejne 2km/h. Wszystko polegało na tym aby biegać jak najdłużej i dać z siebie wszystko. Dałem radę przebiec 21'30''. i miałem juz serdecznie dosć. Zaraz jak mnie ściągnęli z taśmy zmierzyli mi ciśnienie i pobrali krew na badanie zakwaszenia. Jak sie później okazało nie było strasznie wysokie - 9.54 (nie bardzo się orientuję co to oznacza ale mówili że nie jest duże). Później miałem robione jeszcze raz wszystkie badania z równowagą i siłą. No i na sam koniec jeszcze raz pobrali mi krew. Jak tylko dojechalem do domu to padłem i musiałem się przespać bo pierwszy raz w życiu tak sie zajechałem. Następnego dnia musiałem się troche rozbiegać więc zrobiłem sobie spokojnym tempem 17km.
Teraz trenuję prawie codziennie i musze przyznać ze coraz lepiej mi się już biega. Mam nadziej że w tym sezonie nabiegam w końcu jakiś przyzwoity wynik.
I jeszcze kilka słów o studiach... mam już pierwsze wpisy w indexie. Z głowy mam już ćwiczenia z turystyki i rekreacji. Zakończyłem wszystko z oceną 4.0 :) zaliczenie na pierwszy semestr mam też już z anatomii bo nazbierałem 16 punktów. Mam nadzieje że uda mi sie wyciągnąć na 3.5 to byłoby już super. Zaliczoną mam też biologię ale jeszcze nie znam oceny. No i pisałem juz pierwszy egzamin z turystyki i rekreacji. Tak sobie mi poszedl ale mam nadzieje że zaliczyłem w pierwszym terminie. To chyba tyle o nauce.
Teraz siedze sobie juz w domu w Herbatkowie i odpoczywam na świętach. a zaraz po nowym roku wyjeżdżam znowu do Wrocławia i kontynuuję studia, treningi no i pracę :)
Wesołych Świąt !!!
let me dye
2006-12-03 | 09:00:17
autor: 6vad6er6 | skomentuj (3)

Ostatnio bardzo wiele sie wydarzyło. Nie bardzo mialem czas o tym pisać więc teraz kiedy mam okazję chwile posiedzieć to postaram się wszystko opisać.

Zacznę od tego że jakiś już czas temu pogodziłem sie z Aśką. Znowu się kumplujemy ale to już nie jest to co wcześniej chociaż bardzo bym tego chciał. Niestety nie ma tak dobrze bo przez ten czas poznała pewnego gościa i już z nim jest tak więc po raz kolejny nie mam na co liczyć. Tak się złożyło że dopiero wczoraj powiedziała mi kto to jest.
Jak się okazało jest to taki jeden typ który już po raz trzeci miesza mi sie w sprawy związane z dziewczynami. Najpierw była Elka, później taka jedna Ewka (nie Fifka) a teraz Aśka... no i jak tu sie nie załamać. Gość może mieć każdą laske jaką tylko chce a ja żadnej... gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie???? Wszystko traci sens... wciąż ją kocham a nie moge z nią być :( WHY???? czy jestem aż taki beznadziejny? zastanawia mnie jedynie fakt taki że za każdym razem dostaje od Aśki kosza ale wciąż ona sie mną przejmuje... kiedy mówie, żeby dała sobie juz ze mną spokój żeby nie przejmowała się mną to pisze mi że ona sie mną przejmuje że to dla niej ważne... i kto zrozumie dziewczyny????

Od kiedy dowiedziałem się, że Aśka ma chłopaka to też chciałem znaleźć sobie kogoś żeby już w końcu nie być samotnym i w końcu z kimś być. No i poznalem jedną fajną laske w moim wieku z Wrocka. Pisaliśmy do siebie maile gadaliśmy czasem na gg i było naprawde fajnie. Ale czywiście długo to nie trwało bo musiałem wszystko spieprzyć. Jak zwykle... Powiedziałem o dwa słowa za dużo i za wcześnie no i już wszystko poszło się jebać... ja się chyba naprawdę
pod ciemną gwiazdą urodziłem...

Jedyny pozytywny akcent tych kilku ostatnich dni to fakt że byłem na koncercie Comy. Już po raz drugi bo pierwszy raz byłem w Lublinie w marcu. Jest na blogu opisany w jednej z notek. Tak więc wybrałem się po raz drugi na koncert tej zajebistej polskiej kapeli no i oczywiście świetnie się bawiłem. Wyszalałem się jak mało kiedy. A najprzyjemniejszy był akcent zaraz po koncercie. Poczekałem jakiś czas i się opłacilo bo wszyscy z zespołu wyszli do baru i można
było wziąć od nich autografy i zrobić sobie z każdym zdjęcie. Nie przegapiłem takiej okazji. Szczerze mówiąc to liczylem na taką możliwość dlatego wziąłem ze sobą książeczke z oryginalnej płyty Comy i teraz mam tam wszystkie autografy :) mam też zdjęcia z każdym muzykiem :) było poprostu czadowo... spassss :)

Może napiszę jeszcze cos o studiach... jak na razie idzie mi calkiem nieźle. Mam co prawda jedno kolokwium w plecy z biologii ze strasznie przewalonego materiału. Mam nadzieje że uda mi się to jakoś zaliczyć. Już niedługo będe mieć pierwszy egzamin z turystyki i rekreacji. Wyznaczyli nam termin na 20 grudnia. Będzie cieżko ale musi być dobrze. Jutro mam jeszcze kolokwium z anatomii mam nadzieje że pójdzie mi równie dobrze jak pierwsze. W sumie to z anatomią jestem w bardzo dobrej sytuacji bo do zaliczenia potrzeba 15 punktów a ja mam już 9,5 a jeszcze są dwa kolokwia i pare kartkówek także myślę że spokojnie uda mi się nazbieraćwymaganą ilość punktów i nie pisać całościówki.

No to chyba tyle jak na dzisiaj na pewno jeszcze kiedyś cos dopisze.

...bez odbioru...